O autorze
Jestem typową matką-Polką, zawodowo informatykiem-programistą. Kiedyś napisałam bulwersującą książkę o młodych warszawskich prostytutkach „czarodziejki.com” – również z moich własnych, młodzieńczych wspomnień. Niedawno przetłumaczyłam amerykańską książkę non-fiction „Full Service” o sławnym geju, która w USA wiele tygodni była na liście bestsellerów „Los Angeles Times'a” i „New York Times'a”.

Premier będzie kobietą!

screen youtube
Czytam wczoraj na Onecie wypowiedź pana Petru i nie mogę mu się nadziwić: „możliwe jest połączenie się opozycji, jeśli wymagała tego będzie racja stanu; mam nadzieję, że Nowoczesna będzie najsilniejsza i że liderem będę ja”. Piaskownica. Nie liczy się jakaś pomyślność Narodu czy interes Rzeczypospolitej. Nie liczy jakikolwiek program, skład ewentualnej następnej, kompetentnej koalicji rządowej, czy choćby sama maksymalizacja szans pokonania ekipy obecnej. Liczy się tylko „najmojszość” – cytując klasyka, Marka Koterskiego.

Niestety, muszę mocno pana Petru rozczarować: nie będzie on ani następnym, ani kolejnym premierem. Nawet pomijając jego płytkie doświadczenie i mocno zawężone kompetencje. Po prostu: jeśli poprzednim premierem była kobieta i kobieta jest premierem obecnym, to na premiera opozycja musi już teraz szykować wyłącznie kobietę. Sorka panie Schetyna :) Im wcześniej obecne partie opozycyjne zaczną budować podwaliny przyszłego rządu, poczynając od jego szefowej, tym większe mają szanse na zwycięstwo.

Poczytałam sobie życiorysy wszystkich pań z Nowoczesnej i PO. Również z SLD i PSL :) Krótka ławka. Plaża. Zawsze można próbować wyjąć kogoś z samorządów – jak prezes Kaczyński z kapelusza Szydło czy Dudę. Ale takie ryzyko jest do podjęcia tylko przy trendzie wznoszącym, a nie dramatycznie słabym. Więc trzeba brać kogoś realnego: z nazwiskiem, pozycją, prezencją i inteligencją. Widzę tylko jedno nazwisko: Kidawa-Błońska.
Posłanka na sejm aż czterech kadencji, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera, członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego, wicemarszałek i marszałek sejmu. Już nie mówiąc o tym, że jej pradziadami byli i premier, i prezydent Rzeczypospolitej…

Jak tę nominację przyjmie, a później tekę premiera obejmie, to już jej nigdy żaden lider partyjny nie odwoła! Nie pozwoli mu na to instynkt samozachowawczy, nie strzeli sobie przecież w kolano. A pozycja pani Małgorzaty będzie wielokrotnie silniejsza niż Ewy Kopacz i Beaty Szydło razem wzięte. Czy nawet niż premiera jakiegokolwiek wcześniejszego koalicyjnego rządu. Bo dzisiejsza polaryzacja sceny politycznej jest już tak właśnie niewiarygodnie zdeterminowana: albo PiS, albo nie. A że nie wszyscy głosujący przeciw PiS poprą Petru czy Schetynę, to trzeba mieć silną figurę z minimalnym elektoratem negatywnym. No i oczywiście musi być ona kobietą!
Kciuki trzymam i palce krzyżuję!
Trwa ładowanie komentarzy...